with Brak komentarzy
Od dziecka dużo gadam

Już w przedszkolu dużo mówiłam. Z koleżankami z grupy, potem w domu. Występowałam na wszystkich dniach babci, dziadka i innych okazjach bo nieważne czy wierszyki czy piosenki – mówienie w dużych ilościach przychodziło mi naturalnie i super było, kiedy mogłam się tym pochwalić. Pani od polskiego w liceum miała w zwyczaju mówić, że powinnam się czasami zamknąć bo wypracowania to może i piszę ładne ale zawsze mam coś do powiedzenia nie na temat. Pozdrawiam też trenera Jarka z mojej szkoły trenerów, który łapał się za głowę jak tylko przychodziła moja kolej na wypowiedź.
Kiedyś myślałam, że dzięki temu, że mogę tak naturalnie tyle mówić, mogę też odnieść dzięki temu sukces w sprzedaży. Po latach okazało się, że sukces odniosłam z zupełnie innego powodu.

 

Kiedyś myślałam, że dobry bajer to połowa sukcesu

Kiedy zaczynałam swoją pierwszą pracę dorywczą jako hostessa na promocjach w marketach i aptekach, wydawać by się mogło, że dzięki mojemu gadulstwu nadaje się do tego idealnie. Fakt, szło mi całkiem nieźle. Tak samo jak później w pracy w księgarni, gdzie pracowałam podczas studiów i w paru innych miejscach też. Myślałam wtedy – tak jak i większość sprzedawców w tamtym czasie – że dobry bajer naprawdę pomaga w sprzedaży. No bo jak inaczej przekonać klienta do siebie, jak zwrócić jego uwagę?

 

Przyszedł czas, kiedy zamilkłam

Kiedy jednak po studiach trafiłam do działu sprzedaży w firmie z branży filtracji powietrza a chwilę później zostałam handlowcem w spawalnictwie, to szczerze mówiąc nie miałam już tak dużo do powiedzenia. Dla osoby spoza branży, kwestie techniczne nie były możliwe do przyswojenia z dnia na dzień. Co więc robiłam? Jeździłam do klientów (bo musiałam już prawie od pierwszego dnia) i… słuchałam co Oni mają do powiedzenia mnie. Stwierdziłam, że skoro ja za wiele sensownych rzeczy powiedzieć nie mogę, a to nie był czas i miejsce na towarzyskie pogaduchy, będę pytać moich klientów o jak najwięcej kwestii, dzięki czemu dowiem się wszystkiego co potrzeba a i krępującej ciszy na spotkaniu unikniemy (cisza na spotkaniach też jest bardzo ważna, ale o tym napiszę innym razem). Po niedługim czasie stwierdziłam, że to najlepsza metoda i najlepszy pomysł na jaki mogłam wpaść.

 

To był klucz do sukcesu

Zatem klienci opowiadali o tym czego im potrzeba a ja tylko pytałam i kierowałam rozmowę na właściwe tory. Żeby za bardzo nie odbiegali od tematu. I kiedy tak po kilku latach zastanowiłam się nad sednem i kluczem swojego sukcesu w handlu i kontaktach z klientami stwierdziłam, że oni po prostu lubili robić ze mną interesy bo nie zagadywałam ich na śmierć rzeczami, które ich nie interesowały – tak jak robi to zdecydowana większość handlowców.
Owszem – rozmawiałam, dopytywałam, nie raz było śmiechu co nie miara. Ale to nie mój „bajer” i moje gadulstwo pomagały mi w sprzedaży. Bo klienci nigdy nie chcieli i nie chcą tylko słuchać (albo udawać, że słuchają). Oni chcą rozmawiać. Mówić o swoich problemach i powodzeniach. Chcą mieć przed sobą kogoś, kto ich zrozumie i im pomoże. A nie kogoś, kto myśli, że jest najmądrzejszy w całej wsi. Przysłowiowy dobry bajer to wcale nie połowa sukcesu w sprzedaży. To najszybsza droga do porażki.

 

Daj szansę klientowi

Bądź więc słuchaczem, nie gadułą. Stań się powiernikiem swojego klienta. Dowiedz się o nim możliwie jak najwięcej. Wtedy będziesz wiedział jak mu najlepiej pomóc, znajdziesz dla niego najlepsze rozwiązanie a on będzie Ci za to wdzięczny, co zaskutkuje długą i owocną współpracą. Uwierz mi, klienci naprawdę nie są tacy straszni i baaaaardzo chętnie opowiadają o sobie i swoich problemach.

 

Powiem Ci jak i o co pytać

A jeśli nie wiesz o co i jak pytać klienta na spotkaniu albo obawiasz się, że wyjdziesz na wścibskiego natręta umów się na bezpłatną 20-minutową konsultację ze mną. Podpowiem ci parę przydatnych rzeczy. To naprawdę łatwiejsze niż się wydaje. I przede wszystkim o wiele skuteczniejsze.

 

 

 

Zostaw Komentarz